Z głębokim smutkiem dzielę się wiadomością o nagłym odejściu Mistrza Antoine Ly (Li Chuan Zheng), na krótko przed jego 80. urodzinami. Pożegnaliśmy go wczoraj w podparyskim Champigny-sur-Marne, gdzie mieszkał od dziesięcioleci.
Dla wielu był wybitnym nauczycielem Starego Stylu Yang Taiji, dla niektórych przewodnikiem na ścieżce pracy z ciałem i energią. Dla mnie – przez blisko trzy dekady – był kimś znacznie więcej: Mistrzem, ale też człowiekiem, z którym dzieliłem głębokie wartości i rozumienie świata.
Urodzony w 1946 roku w Phnom Penh w Kambodży, w tradycyjnej chińskiej rodzinie, od najmłodszych lat wzrastał w środowisku przenikniętym kulturą i duchowością. Jego edukacja obejmowała wiele języków i tradycji, a także studia klasycznej literatury chińskiej.
Rozpoczęte w 1970 roku studia na Tajwanie zostały przerwane przez dramatyczne wydarzenia związane z rządami Czerwonych Khmerów, które rozproszyły jego rodzinę po świecie.
To właśnie na Tajwanie, w 1972 roku, rozpoczął praktykę taiji pod kierunkiem Mistrza Deng Shihai. Relacja mistrz–uczeń pozostała fundamentem jego życia.
Przez ponad pięćdziesiąt lat Mistrz Ly poświęcił się bez reszty praktyce, badaniu i nauczaniu klasycznego Taiji. Jego przekaz był wyjątkowy – łączył precyzję ruchu z głębokim zrozumieniem filozofii. Uczył nie tylko formy, ale sposobu bycia.
Ostatnia książka Mistrza Ly, „Taijiquan i Taoizm”, przypomina słowa jego nauczyciela:
„Taijiquan to poznanie filozofii taoistycznej poprzez ciało”.
Tak właśnie nauczał – poprzez ciało, poprzez doświadczenie i poprzez obecność.
Pozostaje we mnie głęboka wdzięczność – za czas, za cierpliwość i za przekaz, który wykracza daleko poza formy.
Jego droga trwa dalej – w ciałach i sercach tych, których uczył.
RIP, Ly Laoshi.
Jan Gliński

